W permanentnym niedoczasie
Mam wrażenie, że od chwili gdy zostałam mamą, czas przyspieszył, a ja zostałam wręcz zasypana nowymi obowiązkami. Od dwóch lat żyję w poczuciu niedoczasu i zmagam się z wyrzutami sumienia - a to że mieszkanie wygląda jakby jakaś bomba w nim wybuchła, że za mało czasu spędzam z dzieckiem, że nie pamiętam, kiedy ostatni razie byłam na randce z moim lubym, że nie mam kiedy psa pogłaskać, nie mówiąc już o jakimś spacerze z nim, że za mało uwagi poświęcam mojej pracy. Ale niestety nie potrafię się sklonować. Więc ja i moi bliscy muszą pogodzić się z tym, że czasem trzeba na coś poczekać, że czasem powiem "nie mam siły". Nie jestem idealna. Staram się być wystarczająco dobra.
I nawet w takich chwilach, gdy wskazówki zegara przyspieszają, a ja zastanawiam się w co ręce włożyć, trzeba coś ugotować dla rodziny. Wtedy idealne okazują się dania przygotowywane w myśl zasady: szybko i pysznie.
Dziś na naszych talerzach zagościła potrawa, która zawsze się udaje - makaron tiagatelle w sosie śmietanowym z owocami morza.
Przygotowanie jej zajmuje około 15-20 minut.
Składniki dla 2 osób:
-1 opakowanie świeżego makaronu tiagatelle (np. do kupienia w Lidlu)
-1 opakowanie mrożonych owoców morza,
-1 serek pleśniowy typu Lazur,
-1 mała śmietana kremowa,
-2 ząbki czosnku,
- pomidorki koktajlowe,
- pestki granata.
Owoce morza odmrażam pod ciepłą wodą i moczę je w wodzie z sodą przez kilka minut. Po czym dokładnie je płuczę. Dzięki temu krewetki będą miękkie. Na patelni podsmażam drobno posiekany czosnek, dodaję owoce morza i smażę przez około 5 minut. Następnie dodaję śmietanę, pokrojony ser. Smażę wszystko aż do momentu, gdy ser się dobrze rozpuści. Można dodać do smaku trochę pieprzu i ostrej papryki. Nie ma potrzeby solenia - ser jest zwykłe wystarczająco słony. Świeżo ugotowany i odcedzony makaron dodaję na patelnię, wszystko mieszam i danie gotowe. Po nałożeniu na talerz dodaję na wierzch pomidorki koktajlowe i posypuję pestkami granata. Można również dodać rukolę.


Komentarze
Prześlij komentarz